Plask.
Uderzyłam się w twarz. Nie jestem ładna, nie jestem dziewczyną. Zapomnij, zapomnij, zapomnij! W ponurym nastroju wciągnęłam na siebie męski dres, rozczochrałam włosy i zjadłam kanapkę z serem. Nie myłam zębów, by śmierdzieć jak chłopak, chociaż bardzo tego nie lubiłam. Spsikałam się axe i przypomniałam o tym, by się garbić i chodzić w sposób typowy dla bad boyów i macho manów.
Wsiadłam na bmx, poprawiłam snapback'a i zaczęłam pedałować do szkoły.
Ledwo co zjawiłam się na miejscu, podeszły do mnie dwie dziewczyny.
- Siema, Kylie. Co dla mnie masz? - spytałam niskim głosem ładniejszą z nich, jednocześnie całując ją i łapiąc za tyłek. Robiąc to lubieżnie spoglądałam za dekolt nieśmiałej blondynki stojącej obok. Kiedy odkleiłyśmy się od siebie z brunetką puściłam oczko tej drugiej, na co ona się zarumieniła.
Pocałunki z dziewczynami nie są wcale straszne, ale wiem, że to niestosowne. Ale one przecież myślą, że jestem chłopakiem. Moi kumple obiecali, że nigdy nic nikomu nie powiedzą na ten temat. Nie jestem do końca pewna ich wierności, ale nie mam innego wyjścia jak tylko im zaufać.
- Mogłbyś umyć zęby, Sam. - zachichotała Kylie.
- Pomyśle o tym. - wyszczerzyłam zęby. Dziewczyny odeszły, a na ich miejsce pojawili się chłopcy. Skleilismy żółwiki i ruszyliśmy na lekcje. Byliśmy spóźnieni na około połowę lekcji.
Weszliśmy do klasy, rozsiedliśmy się na naszych stałych miejscach i poszliśmy za przykładem reszty klasy, czyli zrobiliśmy sobie drzemkę.
Rozbudził nas dzwonek.
Wyszłam z sali od historii jako jedna z pierwszych i kiedy zorientowałam się, że po pierwsze zgubiłam moją paczkę, a po drugie nie wiem gdzie jest kolejna lekcja i czy chcę na nią iść, zawracała się przez pół korytarza.
Gdy już ponownie stanęłam przed salą do historii moi chłopcy jak zwykle kogoś zaczepiali.
- Hej, nowy blondasku! Obciagniesz mi? - zaczepiał go Bruce. Był najniższy, ale też najbardziej lubił wdawać się w bójki. Jako dzieciak trenował sztuki walki, głównie MMA, ale musiał przestać bo uznano, że jest zbyt agresywny i wykorzystuje to przeciw dzieciakom ze szkoły.
- Wal się, karzełku. - odparł mu zaczepiany blondyn. Był o głowę wyższy od Bruca i pomimo, że widziałam go od tyłu wydawał się być znajomy.
- O, Sam. Poznaj naszego nowego kolegę z klasy. Przywitaj się, Blondasku. - na te słowa chłopak odwrócił się i napiął mięśnie. To samo zrobili moi przyjaciele. Domyśliłam się, że się im stawiał i nie ominą go baty. Nieźle mu się dostanie. Chętnie bym w tym uczestniczyła, gdyby nie fakt, że od razu go rozpoznałam. Miał ten sam skupiony wyraz twarzy za każdy razem głowił się nad czymś, lub starał. Szczególnie gdy gotował. O słodkie nieba, przypomniały mi się jego naleśniki. Były genialne, ale nie lubił nam ich robić, bo zawsze z Zaynem robiliśmy wojnę na bitą śmietanę. Otrząśnij się! Nie znasz go! Jest obcy!
Mimo to coś mnie ruszyło i nie mogłam pozwolić chłopakom go zlać.
- Nie będę się przedstawiał żadnym pokurczom! Wal ... - powiedział blondyn, gdy tylko mnie ujrzał. Potraktowałam go kopniakiem w brzuch, które złożyło go w pół. Potem zdzieliłam plecakiem w głowę i nawet nie mrugnęłam, gdy ogłuszony upadł na ziemię.
- Nie mam ochoty na żadne jebane idiotyzmy! Zostawcie tego pedała i chodźmy pić, naprawdę kurewsko bardzo potrzebuję się napić! - wrzasnęłam na chłopaków. Ich brak subordynacji naprawdę mi czasem działał na nerwy. Byli przyzwyczajeni do moich wybuchów, szczególnie gdy miałam "te dni.
- Ktoś tu ma okres. - zażartował James.
- Nasza mała księżniczka. - Kyle ciągnął te docinki. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie to że on był obok. A co jeśli mnie rozpozna? Zaczynałam panikować, gdy moja grupa podjęła decyzję, że wypad na piwo to genialny pomysł.
Przed południe spędziliśmy siedząc na łące i popijając piwo. Gadaliśmy o meczach, dziewczynach i wszystkim innym. Uwielbiałam z nimi rozmawiać.
- Naprawdę chciałem zlać tego Blondaska. - zaczął marudzić Bruce, zawsze chętny do jatki. - Wygląda na takiego, co umie się bić.
Nie mogę tego nie przyznać. Odkąd go ostatnio widziałam jego ciało się zmieniło. Pod białym t-shirtem widziałam zarys mięśni i czarne wzory na ramieniu - tatuaże. Miał też kolczyk w brwi. Zdecydowanie zmężniał.
- Olej go. - powiedziałam. Natychmiast pożałowałam tych słów.
- Nasza księżniczka się zakochała? - zażartował James.
- Skończ z tą "księżniczką", kretynie! - warknęłam. - I wcale się nie zakochałem. Mam Kaylie.
- Tak, uważaj bo ci jeszcze uwierzymy, że lubisz lizać dziewczyny! - oponował Bruce.
- Nam możesz powiedzieć. - namawiał Kyle.
Gdyby nie alkohol to pewnie bym im nie powiedziała. Ale mam tylko ich.
- Znam go z gimnazjum. - zaczęłam. - Byliśmy przyjaciółkmi, kiedy jeszcze byłam... normalna. - zasępiłam się na te wspomnienia. Nim się zorientowałam James już był przy mnie czule mnie obejmując.
- Czy on... on ma coś wspólnego z ... z twoją przemianą. - spytał. Chyba chciał być delikatny. Wiem, że to moi chłopcy to dobrzy ludzie. Tylko zagubieni w tym trudnym świecie. Każdy z nich ma swój duży problem i z milion małych. Każdy z nas przychodzi tu z czymś co z siebie wyrzuca. Na początku tylko słuchałam, ale szybko też zaczęłam opowiadać im o sobie. Wiem, że pewnie kiedyś im powiem czemu jestem jaka jestem, ale to nie jest ten dzień.
- Chodźmy na trening. - powiedziałam do nich, by nie naciskali na więcej zwierzeń. Spojrzeli na zegarki i uznali, że rzeczywiście pora się już zbierać.
Trening minął jak zwykle, bardzo wyczerpująco. Wkółko tylko bieg, skok, krzyki trenera, znowu bieg, jakieś karne pompki lub przysiady i gramy dalej.
W szatni chłopcy umówili się, że pójdą na imprezę na plaży, a ja im odmówiłam współudziału, bo miałam robotę na ten wieczór. Weszłam pod prysznic po nich i kiedy skończyłam się myć szatnia była już pusta. Owinęłam biust bandażem i założyłam dres.
Wychodząc z szatni zgasiłam światło, więc nic nie widziałam dopóki nie dotarłam na tył obiektu sportowego, do tylnego wejścia na teren szkoły.
Omal nie dostałam zawału, gdy jakiś cień zagroził mi drogę. Normalnie nie unikam bójek. Normalnie mam za plecami przyjaciół. Odwróciłam się, za mną była druga postać. I kurewsko dobrze wiedziałam, że za mną stoi Zayn.
- Złaź mi z drogi frajerze! - prychnęłam.
- Przeproś mnie za to, że mnie uderzyłeś szczylu to pomyśle. - odwarknął Niall.
- Teraz jest was dwóch, a ja jeden. Jutro wciąż będzie was dwóch a ja będę mieć trzech kumpli. Chyba umiesz liczyć. - męska duma jest ogromna i łatwo w nią trafić. Tego nauczyli mnie przyjaciele. Wiedziałam, że ci dwaj nie ustąpią.
- Teraz jest nas dwóch a ty jeden. Jutro bedzie was czworo, a nas dwóch, po jutrze będzie was czworo a nas pięcioro.
- Spierdalaj Niall! - żachnęłam się i spróbowałam przecisnąć między chłopakiem a framugą furty. Nic z tego. Odepchnął mnie, a drugi chłopak podszedł bliżej i próbował chwycić moje ramiona od tyłu, tak by Niall mógł spokojnie wymierzać mi cios za ciosem. Na szczęście w porę zauważyłam to kątem oka i zdażyłam się wymknąć o krok w bok.
- Lubisz od tyłu, Zayn? - rzuciłam szyderczo.
- Skąd znasz nasze imiona?!- warknął Zayn.
- Znam wiele imion. Ale nie pamiętam imienia dziewczyn, z którymi się ostatnio pieprzyłem. Dałbym mały palec, że to były wasze dziewczyny.
- Ty sukinsynu... - Zayn aż poczerwieniał na twarzy. Mogłam to dostrzec pomimo półmroku.
- W takim razie straciłeś palec, gnojku. - Kiedy byłam zwrócona do Zayna Niall wymierzył mi cios w skroń. Zayn szybko pochwycił moje ramiona i unieruchomił mnie. Dostałam trzy ciosy, w tym jeden w brzuch i jeden w jądra, których nie mam. Udałam, że kulę się z bólu, ale mój czas reakcji jak na kogoś kopnietego z całej siły w genitalia był dosyć opóźniony. Lekkie zmarszczenie brwi na twarzy blondyna nie umknęło moim bystrym oczom. Przypomniałam sobie jak byłam w ten sam sposób bita w gimnazjum. Wtedy na ratunek przybyli mi Zayn i Niall. Ale teraz jestem już sama. Nawet oni są przeciw mnie.
Zasłużyłam sobie na to.
Czwarty cios dostałam w oko. Poczułam jakby miało mi ono zaraz wypłynąć. Gdy tylko o tym pomyślałam, naprawdę wzięłam tę możliwość na serio, i okrutnie się przestraszyłam. Bół był tak potworny, że straciłam ostrość widzenia. Następnym co pamiętam była ziemia, i zwycięskie kopnięcie w brzuch.
Zawsze tak robiłam, kopniak na odchodne.
Potem była już tylko ciemność, która zamieniała się w obrazy z przeszłości.