niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 4

    - O co chodzi, James? - pytam podejrzliwie. Normalnie bardzo lubiłam gadać z moimi przyjaciółmi, ale od wczoraj mam wrażenie, że wszyscy czytają ze mnie jak z otwartej księgi. Tak cholernie się boję, że Niall i Zayn odkryją moją tożsamość i że znów będę musiała uciekać. Nie wytrzymam tego po raz kolejny. Nie dam rady widzieć ich załzawionych oczu pełnych nienawiści.
    - Obserwowałem cię na ostatniej lekcji. Ciągle się na nich gapiłaś.
    - Kogo masz na myśli? Zupełnie nie wiem, o czym mówisz. - rżnęłam głupa, ale i tak wiedziałam, że nic to nie da.
    - Nie udawaj frajera, Sam! Lubisz ich? Wiem, że nie chcesz mówić o sobie, ale znam cię już na tyle długo, żeby wiedzieć, że potrzebujesz pomocy. Zaufaj nam... a na razie przynajmniej mi.
      Spojrzałam w jego oczy i widziałam w nich troskę. Wiem, że mogę zaufać chłopakom, po prostu męska duma udzieliła się również mnie i najzwyczajniej w świecie wstydzę się im o tym wszystkim powiedzieć.
      - Ja... okej. - powiedziałam prawie szeptem. - Opowiem ci, ale powiem to tylko tobie. A ty nikomu tego nie powtórzysz, okej?
      - Okej, obiecuję. - James złapał moje rozbiegane spojrzenie i powiedział. - Jestem twoim przyjecielem. Zależy mi na twoim szczęściu, więc mi zaufaj.
       Kiedy to powiedział miałam ochotę przytulić się do niego i wypłakać wszystkie obawy i żale przeszłości w jego ramiona. Ale faceci tak nie postępują.
      - Em... dzięki. - resztę drogi do McDonalds spędziliśmy wyglupiając się z resztą naszej paczki. Mimo ogólnego dobrego nastroju, widziałam, że chłopcy są spięci, Kylie również, i czułam spojrzenie Jamesa na plecach. Coś było nie tak.
      Weszliśmy do restauracji i zajęliśmy nasz ulubiony stolik. Gdy większość poszła zamówić ja zostałam przy stole pilnując ich rzeczy. Po chwili zauważyłam, że Kylie również została przy stole. Przesunęła się na kanapie tak, by siedzieć naprzeciw mnie.
     - Sam? - zaczęła.
     - Tak, kotku? - odparłam odruchowo. Dopiero po sekundzie przypomniało mi się, że powiedziałam jej, że lubię Nialla, nie ją. - Przepraszam, to... przyzwyczajenie.
     - O mój Boże! Sam! Ty się rumienisz!
     - Ćśśś! Kylie! Ciszej. - upomniałam ją i poczułam jak fala gorąca uderzyła moją twarz. Spojrzałam się po ludziach dookoła, czy ktokolwiek zwrócił na to uwagę, ale chyba nikt nie usłyszał komentarza brunetki.
     - Coś jest z tobą nie tak. Nie jesz, rumienisz się, jesteś rozkojarzony...
     - Przecież mówiłem ci, o co chodzi, no wiesz, co mam na myśli.
     - Ale to nie wyjaśnia... no... tego! - wskazała na mnie dłońmi. Czy faktycznie jestem w tak złym stanie?
     - Kylie, wszystko jest okej.
     - Oh, Sam, nie kłam mi w twarz, zbyt długo cię znam, by wiedzieć kiedy coś kręcisz. - nienawidzę tego, jak moi przyjaciele dobrze mnie znają. Skoro tak łatwo rozpoznać u mnie kłamstwo to jakim cudem udaje mi się udawać chłopaka? - Powiedz mi o co chodzi. - jej spojrzenie było twarde. Teraz kiedy przestała się martwić, że mi nie wystarcza i poznała prawdę, że lubię Nialla, zaczęła zachowywać się jak kiedyś. Znowu była tą twardą, wiecznie uśmiechniętą dziewczyną co kiedyś. Tylko, że ja zaczynam zamieniać się w jakiegoś mięczaka.
      Wiedziałam, że Kylie nie ustąpi dopóki nie dostanie jakiejś odpowiedzi. Jeszcze wczoraj ofuknęłabym ją i kazałabym jej spadać, ale po dzisiejszej rozmowie... To w końcu moja przyjaciółka.
      Na szczęście od odpowiedzi wybawił mnie Bruce, który wrócił do stolika ze swoim zamówieniem.
      - Nie jesz? - spytał mnie zdziwiony.
      - Jakoś nie mam apetytu. - odparłam wzruszeniem ramion. Spojrzenie Bruca było pełne troski, ale jedyne co zrobił to zmarszczył brwi i udał, że go to nie obchodzi. Byłam wdzięczna, że nie roztrząsał sprawy, bo to tylko jeden opuszczony posiłek.
      - Czemu nie jesz? - usłyszałam za plecami głos Kyle'a. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo wtrącił się James.
      - Powinieneś coś zjeść. - czemu wszyscy tak się tym martwią? Mam brzuch zaciśnięty w kulkę z nerwów przed tym, że powiem Jamesowi o mojej przeszłości, a ich namawianie mnie do jedzenia wcale mi nie pomaga.
     - Dajcie mi, kurwa, spokój! Jest okej. - warknęłam na wszystkich, choć tak naprawdę chciałam się rozpłakać i ich przytulić. Byłam zła na siebie za to, że na nich nakrzyczałam. Co się ze mną do cholery dzieje?
      Po moim wybuchu dziewczyny spuściły wzrok na swoje tace, natomiast chłopcy utkwili we mnie świdrujące spojrzenia. Kylie też.
      Nie mogłam tego już dłużej wytrzymać, jedyne czego w tej chwili pragnęłam, to uciec spod ich miażdżącego wzroku.
      - Nie mam ochoty z wami siedzieć. Spadam.
      - Ale dopiero przyszliśmy! - ku mojemu zaskoczeniu protestującym najgłośniej okazała sie nieśmiała koleżanka Kylie. Ona również rzuciła swojej koleżance zaskoczone spojrzenie. Blondynka speszyła się i odwróciła wzrok, bo teraz to na nią wszyscy się gapili.
       - Jak chce to niech idzie. - powiedziała nieco oschle Kylie. Odpowiedzią było milczenie reszty grupy. Atmosfera zrobiła się naprawdę gęsta i już chyba wszyscy wiedzieli, że coś jest ze mną nie tak.
      Zarzuciłam plecak na lewe ramię i wzięłam bluzę do ręki. Z emocji było mi zbyt gorąco, by mieć ją na sobie. Wychodząc złapałam spojrzenie Kylie, które mówiło, że dokończymy jeszcze tę rozmowę.



    Droga do domu minęła mi nieznośnie wolno. Im bardziej chciałam zakopać się już w pościeli, tym bardziej dłużyła mi się podróż.
    Kiedy wróciłam Anne jeszcze nie było. Wyjęłam z szafki nuttellę, a z lodówki dużą butelkę coca-coli i poszłam do swojego pokoju. Był urządzony minimalistycznie, białe ściany i tylko najpotrzebniejsze meble, żadnych ozdób. Jedynie zdjęcia bez oprawy przyklejone na ścianach taśmą dwustronną.
     Zasłoniłam okna i chwyciłam laptop z biurka, po czym zawinęłam się na łóżku w kokon z kołdry. Odruchowo chciałam włączyć jakiś sensacyjny film akcji, ale nie miałam siły udawać chłopaka. Nikt nie mógł mnie teraz zobaczyć, włączyłam więc "Szkołę uczuć", jadłam nuttellę prosto ze słoika popijając ją colą i pozwoliłam sobie płakać podczas filmu. Chyba zaczynam rozumieć co się ze mną dzieje.



    Na początku wydawało mi się, że obudziłam się, bo było mi za gorąco, po chwili zorientowałam się jednak, że to z powodu kogoś kto stuka w moje okno.
    W pokoju było ciemno, więc nie miałam pojęcia jak długo spałam. Odstawiłam laptop na biurko, razem ze słoikiem i butelką, które były puste, i postawiłam je obok sterty zużytych chusteczek. Podeszłam do okna i otworzyłam je.
     Zgodnie z moimi przypuszczeniami stał tam James. Na zewnątrz było już całkiem ciemno.
     - Która godzina? - spytałam zachrypniętym sennym głosem, ktory zdradzał płacz. James zmarszczył brwi.
     - Jedenasta wieczór. - skinęłam głową i odsunęłam się od okna, by James mógł wejść do pokoju. Kiedy wszedł omiótł pomieszczenie wzrokiem. Nie umknęły mu ślady po "babskim wieczorze". Jednak nic nie powiedział, tylko usiadł na obrotowym krześle przy biurku i czekał.
      Usiadłam na łóżku na przeciw niego i oparłam łokcie na kolanach. Wszystko we mnie się ściskało. Nie wiem jak mogłam być w stanie zasnąć. Przygryzałam wargę i bawiłam się palcami unikając jego wzroku. Troche zajęło mi zebranie się w sobie, ale James mnie nie pospieszał. Byłam mu za to ogromnie wdzięczna.
      - Poznałam Zayna i Nialla w gimnazjum. Byli najlepszymi przyjaciółmi od dziecka, a ja momentalnie się z nimi zaprzyjaźniłam. Spędzaliśmy razem masę czasu, uczyliśmy się po szkole, chodziliśmy razem na zakupy, bawiliśmy się, Niall zawsze gotował nam coś pysznego, najczęściej naleśniki. Wszystko zawsze robiliśmy razem. Ale potem ojciec Zayna zapisał go do szkoły muzycznej i czasami zostawałam sama z Niallem. Ja... zakochałam się w nim. Był dobry, uśmiechnięty, chciał pomagać, wszyscy go uwielbiali. Wydawało mi się, że on też coś do mnie czuje. Ale mogło mi się zdawać. Zayn zawsze był tym bardziej żywiołowym z ich dwójki. Miał mnóstwo energii, talent sportowy i poczucie humoru, które wszyscy kochali. Obaj byli zdolni, mądrzy, przystojni, wysportowani. To oczywiste, że wszystkie dziewczyny o nich marzyły.
       I wszystkie były o mnie zazdrosne. Najpierw tylko krzywo patrzyły, potem szturchały mnie na korytarzu, faulowały na wf-ie, dokuczały wyzwiskami. A potem zaczęły być bardziej agresywne. Pobiły mnie parę razy. Ale ja, naiwna, nie skarżyłam się, nie oddawałam im, zawsze im wybaczałam. W końcu Niall i Zayn dowiedzieli się o tym, kiedy raz uratowali mnie przed nimi w damskiej toalecie. Wtedy znienawidzili je.
       Myślałam, że wszystko będzie już dobrze, ale Zayn stawał się zaborczy w stosunku do mnie. Robił się zazdrosny o Nialla i agresywny dla niego. W końcu pokłócili się. Nie chcieli mi dokładnie powiedzieć o co im poszło. Myślę, że Zayn był wściekły, że kocham Nialla, nie jego. Ale zamiast gniewać się na mnie, wyżył się na swoim przyjacielu.
       Wtedy dziewczyny rozpuściły plotkę, że bawię się nimi i chwalę tym, jak owinęłam ich sobie wokół palca. Potem doszły do tego plotki o tym, że puszczam się ze starszymi chłopakami za pieniądze, że mam AIDS, że miałam aborcję. Ogólnie potem nagle wszystkie dziewczyny wymyślały o mnie coraz to nowe bajeczki. Nie miało to jednak żadnego znaczenia.
       Najważniejsza była ta pierwsza plotka. Kłamstwo o tym, że bawiłam się uczuciami moich przyjaciół.
       Chłopcy pogodzili się, ale przestali ze mną rozmawiać. Znaleźli sobie nowe przyjaciółki wśród dziewczyn, które mnie wcześniej prześladowały.
       Dosłownie kilka dni później zmarł mój ojciec. Została mi tylko Anne, moja macocha.
       Nienawidziłam się za to, że pokochałam Nialla i za to, że Zayn pokochał mnie. Dziewczyny często obrażały mnie za to, że miałam duże usta, długie rzęsy, biust większy niż one. Czepiały się mojego błyszczyka, dekoltów i spódniczek. Znienawidziłam więc kobiecość i postanowiłam, że chcę być chłopcem.
      Przeprowadziłyśmy się bliżej pracy Anne, zmieniłam imię, obcięłam włosy na chłopaka, przestałam się malować, schudłam, więc straciłam biust, i zaczęłam nosić męskie ubrania. Potem przeniosłam się do waszej szkoły i resztę już znasz. - o dziwo, nie płakałam podczas tego monologu. Byłam jednak tak przygnębiona, że nie miałam najmniejszej ochoty jeszcze kiedykolwiek wyjść z mojego pokoju.
       James podszedł do mnie, usiadł obok mnie na łóżku i objął ramieniem. Wtuliłam się w niego i przełożyłam nogi nad jego nogami, prawie jakbym siedziała mu na kolanach.
       - Pierwszy raz odkąd cię znam widzę w tobie kobietę, wiesz? - James szepnął mi koło ucha.
       - Przecież wyglądam jak chłopak. Mam te same ubrania co w szkole.
       - Nie chodzi o ubrania, po prostu jesteś dziewczyną, w dodatku jesteś załamana i zakochana, nie dasz rady w takim stanie wyglądać jak facet. - zaśmiał się. Miał rację. Byłam taka dziwna, bo jestem zakochana. Kiedy widzę Nialla moje serce bije nieznośnie głośno, a mnie wszystko umyka z głowy. Moje oczy same za nim podążają.
       - Chciałabym się dowiedzieć, czy wciąż myślą o mnie to samo.
       - Gdybyś odkryła swoją tożsamość, dowiedziałabyś się prawdy.
       - A jeśli prawda mi się nie spodoba? Jeśli oni wciąż mnie nienawidzą i nie uda mi się im wytłumaczyć, że tamte plotki były kłamstwem?
       - Wtedy będziesz w dupie.
       - Och, James, i co ja mam teraz zrobić? - nie spodziewałam się odpowiedzi. Po prostu liczyłam, że pogłaszcze mnie po głowie i powie, że może wystarczy poczekać, a potem się okaże.
       - Mogłabyś znów stać się dziewczyną. - powiedział.
       - Przecież właśnie powiedziałeś, że jeśli moje obawy okażą się prawdą, to będę w dupie.
       - Ale wtedy znów stałabyś się chłopakiem. - James uśmiechnął się zawadiacko.
       - Ale wszyscy wiedzieliby, że jestem dziewczyną.
       - Jeśli przyszłabyś do szkoły w kiecce i powiedziała "hej, ludzie, tak napradę jestem dziewczyną i nazywam się Rose", to owszem, wiedzieliby. Ale ty tak nie zrobisz.
       - Więc jak zrobię? - spytałam pełna nadziei.
       - Umalujesz się, ubierzesz jakieś kobiece ciuchy, założysz perukę, by mieć taką samą fryzurę jak na początku gimnazjum i pójdziesz ze mną na parę imprez w mieście jako moja nowa dziewczyna Rose Doson.
        - A tymczasem w szkole wciąż będę Samem. - dokończyłam jego tok rozumowania.
        - Tylko skąd to wszystko załatwimy? Nie mam żadnych odpowiednich ubrań, ani makijażu.
        - Myślę, że Kylie z chęcią nam pomoże.
        - Co? Nie, przecież to miało zostać między nami! - zaprotestowałam. - A co jeśli ona mnie znienawidzi?
        - Przecież to Kylie, zdziwi sie, ale nam pomoże i dochowa tajemnicy. W dodatku będzie twoimi alibi, na wypadek gdyby Zayn i Niall zaczęli się czegoś domyślać.
        - Okej, w takim razie poproszę Anne by wypożyczyła dla mnie perukę.
        - Lepiej ją kup, może okazać się, że będziesz jeszcze kiedyś chciała pogadać z kimś jako Rose.
        - Okej. - westchnęłam i zacisnęłam dłoń w pięść. Nie mogę uwierzyć, że znów będę kobietą!
 

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 3

     Wiatr, który wpada do sali przez okno i unosi do góry firany, łaskocze moje ramiona i mierzwi włosy Nialla. Rozmawiam z nim, śmiejemy się, ale czuję się jakbym patrzyła na to z boku. I Zayn też tu jest, siedzi z drugiej strony. Teraz widzę jak patrzy na mnie. Jakie to śmieszne, że wcześniej tego nie zauważałam. Trwa lekcja więc szepczemy, ale nie ma nauczyciela ani innych uczniów. Tylko my. Nagle ktoś z hukiem otwiera drzwi. Jessie. Uśmiecham się do niej i pytam jak leci, ale ona udarze mnie w policzek. 
   - Niall i Zayn się przez ciebie pokłócili! To twoja wina!
   - Co? To nie prawda! - próbuję zaprzeczać. Chcę jej pokazać, że z chłopcami wszystko w porządku więc wskazuję ich dłonią. Oglądam się na nich i ku mojemu zaskoczeniu widzę, jak okładają się pięściami. Zayn przygniata Nialla przedramieniem za gardło. Chcę krzyczeć żeby przestali, ale tego nie robię. Wiem, że to nic nie da. Dlaczego to wiem? Dlaczego mam wrażenie, że to już było? 
    Widzę jak Jessie podchodzi do chłopaków i mówi:
    - Proszę, przestańcie, ona nie jest tego warta. To zwykła lafirynda, nie widzicie tego?
    - Nie to nie prawda! - krzyczę i macham przecząco głową jak opętana, ale nikt nie reaguje. Czy oni mnie w ogóle słyszą?
    - To nie prawda. - mówi Zayn. Co za szczęście, że jednak w to nie uwierzyli.
    - Zayn, stary, nie widzisz jak ta laska cię traktuje? Udaje, że nie widzi jak ci zależy i na twoich oczach klei się do mnie.- mówi Niall. Nie, nie, nie! On nie może tak myśleć. Przecież wydawało się, że on też mnie lubi. A Zayn to mój przyjaciel. 
    - Proszę, Niall, nie mów takich przykrych rzeczy, wiesz, że to nie prawda. Kocham cię! - jego słowa tak bolą, pękam w środku. Czuję ostrze wbijające się w moje serce. 
    Dotykam bolącego miejsca dłonią i czuję że moja sukienka jest mokra i gorąca. Spoglądam na pierś i jedyne co widzę to plama krwi. Widzę nóż w moich plecach, wbity przez dziewczyny z klasy. Skąd wiem, że to one? Jakim cudem widzę swoje plecy?
    Wszystkie pytania rozmywają się, tak samo jak chłopcy i Jessie, czuję jak leżę na zimnej podłodze...



   Czuję jak leżę na twardej, zimnej podłodze, ktoś szturcha mnie w ramię. Stróż nocny.
   - Przepraszam, już wstaję. - mamroczę i podnoszę się w podłogi. Wszystko tak boli.
   - Wszystko w porządku dzieciaku? - pyta, w jego głosie wyraźnie słyszę antypatię.
   - Tak, staruszku, możesz wracać oglądać mecz... - mówię z kpiną.
   - Nie pozwalaj sobie, szczylu! - grozi.
   - Tak, tak. - potakuję i udaję, że wszystko jest okej i mam w dupie całą tą krew, siniaki i w ogóle. Ale nie mam. Boję się reakcji Anne. Boję się tego co zrobią chłopcy. Boję się tego co stanie się Niallowi i Zaynowi. Po cholerę się o nich martwię? Powinnam ich nienawidzić. Zapomnij, zapomnij, zapomnij.
    Wróciłam do domu przez okno, tak by nie zwracać na siebie uwagi Anne. Od razu poszłam pod prysznic, by zmyć całą tę krew. Kurwa, nie dostarczyłam towaru.
      Trzy minutowy prysznic nie pozwolił wygrzać się moim obolałym miejscom, ale musiał wystarczyć. Ponownie się ubrałam, wyjęłam przesyłkę z pod obluzowanej klepki podłogowej, gdzie zrobiłam kiedyś za pomocą dłuta i wiertarki dziurę w betonie, założyłam snapback z napisem DOPE daszkiem do tyłu i ponownie wyskoczyłam przez okno. Uwielbiam mieszkanie w domu, który nie ma pięter.
      Wsiadłam na bmx i najszybciej jak mogłam dotarłam pod wskazany adres. Zadzwoniłam do drzwi, które dość dobrze już znałam. Otworzył mi znajomy koleś.
     - Sorry za obsuwę, stary. Trochę mnie ścięło. - facet zauważył siniec pod okiem.
     - Już chciałem dzwonić z zażaleniem. - wręczył mi banknot.
     - Hej, brakuje dychy! - zaprotestowałam, ale zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Zasłużyłam sobie.
Powinnam się cieszyć, że jednak nie zadzwonił do szefa, bo wtedy mogłabym się spodziewać kolejnego pobicia, ale i tak strata pieniędzy miała gorzki smak. Wiem, że muszę dopłacić ze swoich pieniędzy, czyli za ten kurs wychodzę na zero. Kurwa.
     Ten dzień robi się coraz gorszy.
      Jadę przez ciemne ulice rozświetlane żółtawym światłem latarni i czuję jak powieki ciążą mi na oczach. Postanawiam pojechać skrótem przez park, który o tej porze powinien być pusty. Mijam drzewa, ławeczki i huśtawki dla dzieci  prując na pomarańczowym rowerku, chcą jak najszybciej wyjechać na oświetloną drogę. Nagle moje serce zabiło mocniej, gdy na jednej z parkowych ławek dostrzegłam dwie znajome postaci. I nie chodzi mi o strach, tylko raczej o ekscytację.
      Pierwszą myślą było podjechać do nich i ich zaczepić, ale to było bez sensu, więc w ostatniej chwili powstrzymałam się. Przejechałam przed nimi najszybciej jak mogłam w nadziei, że mnie nie rozpoznali.  Niech mnie zauważą. Moje myśli mnie zaskakują.
     To minęło, dziewczyno, ogarnij dupe.
     Pozbywam się tej dwójki z mojego umysłu i po chwili ponownie wkradam się do domu przez okno. Ściągam ciuchy i naga kładę się spać.


    Czuję szarpanie za ramię i głosy, otwieram oczy i widzę chłopaków nad moim łóżkiem.
    - Dajcie mi spać. - błagam ich sennym głosem.
    - Księżniczko, kto ci to zrobił? - pyta Kyle. Naleśniki, ich zapach, smak, to wszystko mi się śniło. Ja, Niall, Zayn, jego naleśniki i wojna na bitą śmietanę. To był taki dobry sen.
    - Ale co mi zrobił? - pytam jak idiotka. W ułamku sekundy wszystko mi się przypomina, a ból powraca. A najbardziej boli mnie serce. - Niall i Zayn.
    - Blondasek i kto? - pyta Bruce już gotów by się bić.
    - Jego przyjaciel. Nieważne, zostawcie ich. James podaj mi koszulke i majtki, leżą za tobą na krześle. - mówię. James bez skrępowania wykonuje moją prośbę. Chłopaków, jak i mnie, wcale nie krępuje moja nagość, poza tym wciąż jestem pod kołdrą i tam zamierzam pozostać podczas przebierania się. Kiedy ja zakładam ubrania Kyle nie daje spokoju.
     - Nie możemy tego tak zostawić! On zrobił z twojej twarzy worek treningowy!
     - Oh, daj spokój, to był tylko jeden cios. Jeśli im wlejecie, jutro to oni przyjdą z kumplami, ta walka nigdy się nie skończy! Wyluzujcie.
     - Oni cię pobili! - dodał Bruce.
     - Wy też ciągle kogoś bijecie i obrywacie, ja też.
     - Ale ty jesteś dziewczyną. - oponował Bruce. Martwi mnie, że James wcale się nie odzywa, wygląda jakby nad czymś myślał.
     - Nie chcę żeby cokolwiek im się stało. Jasne? - nie dostałam odpowiedzi. Po prostu wyszli z mojego pokoju, by poczekać przed domem.
     Droga do szkoły upłynęła w niepokojącym milczeniu. Na szkolnym dziedzińcu czeka już na mnie Kylie i jej nieśmiała koleżanka więc podjeżdżam do nich na swoim rowerze i witam obie całusami w usta. Widzę jak blondynka się rumieni a Kylie jest zaskoczona i chyba lekko zazdrosna. W sumie nie dziwię jej się, ostatnio poświęcałam jej cholernie mało czasu.
     - Kochanie, przepraszam, że ostatnio mam dla ciebie tak mało czasu, niedługo ci to wynagrodzę, okej? - mam nadzieję, że kilka słodkich słów załatwi sprawę.
     - Trzymam cię za słowo, Sam. - Kylie mruczy uwodzicielsko i przyciąga mnie do siebie, łapiąc mnie jedną dłonią za kark a drugą odchylając do tyłu mój snapback by umożliwić pocałunek. Kiedy podnosi daszek czapki dostrzega gigantyczną śliwę przy moim oku.
     - O mój Boże, Sam! Co ty wczoraj robiłeś!
     - Kurwa! - klnę pod nosem.
     - Sam, czy to dlatego nie masz dla mnie czasu? Co się stało, proszę powiedz mi! - Kylie jest bliska łez. Nie mogę jej tak po prostu odprawić ze słowami "to nic".
     Odstawiam swój rower i obejmuję jej ramiona prowadząc ją w ustronne miejsce.
     - Śliczna, nie mogę ci powiedzieć o co chodzi, ale zaufaj mi to nic poważnego, naprawdę.
     - Sam, ja...
     - Kochasz mnie? - przerywam jej. Dziewczyna rumieni się co podkreśla piękny, błękitny kolor jej oczu. Jest taka dobra i piękna, czemu wybrała akurat mnie? Rumiane policzki i spuszczony wzrok dają mi odpowiedź.
     Nie wyznaję jej miłości, ale niezwykle czule całuję. Mam nadzieję, że to wystarczy.
     - Okej? - pytam po pocałunku.
     - Tak. - odpowiada cicho i wtula nos w zagłębienie mojej szyi. Jestem od niej o półtorej głowy wyższa więc idealnie do mnie pasuje.
      Chwilę przytulamy się, po czym ruszamy z powrotem na dziedziniec do głównego wejścia. Gdy tam docieramy spostrzegam chłopaków startujących do Nialla i Zayna.
       Nic nie myśląc wyrywam się z objęć Kylie i biegnę, by wskoczyć pomiędzy nich.
       Zdążam w ostatniej chwili.
       - Mówiłem coś, stary! Dajcie im spokój! - próbuję powstrzymać Jamesa. To dziwne. Kiedy byliśmy u mnie był najbardziej opanowany, a teraz? O co mu do kurwy nędzy chodzi?
       James patrzy na mnie długo, widzę napięte mięśnie jego szczęki i szyi, wiem, że zmaga się ze sobą, ale w końcu odpuszcza.
       - Gdyby nie on, bylibyście martwi. - rzuca im na odchodne Kyle, kiedy całą paczką kierujemy się do szkoły.
        Kylie szybko odnajduje mnie w szkolnym tłumie i chwyta pod ramię.
       - To oni cię wczoraj pobili? - pyta, a ja potakuję skinieniem głowy.
       - Czemu nie chciałeś się na nich zemścić? To nie w twoim stylu.
       - Miałem powody. - odpowiadam zwięźle.
       - Sam! Mam już dość tej tajemniczości, na początku to było pociagające, ale teraz czuję się przez to tak strasznie! Naprawdę cię kocham, tak kurewsko mi zależy! Proszę, bądź ze mną szczery! - patrzę w osłupieniu na wybuch dziewczyny. Tak mocno ją w sobie rozkochałam? Przecież też jestem kobietą.
      - Kylie, nawet nie jesteśmy w związku. Wrzuć na luz.
      - To nie zmienia faktu, że cię kocham. - kontynuuje.
      - Też cię kocham, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. - i to prawda. Chciałabym móc przyjaźnić się z Kylie jako dziewczyna, gadać o facetach, chodzić na zakupy i malować sobie nawzajem paznokcie.
      Zapomnij, zapomnij, zapomnij.
      Kiedy docieramy wraz z Kylie do klasy przy drzwiach spotykamy Nialla i Zayna. Dwie osoby, których najbardziej na świecie nie chcę oglądać. Chcę oglądać tylko ich. Zamknij się.
      - Cześć, Sam. - mówi Niall z ironią w głosie. Normalnie odpowiedziałabym jakąś ciętą ripostą, ale wszystko mi uleciało. Mój brzuch skręcił się, nie wiem czemu.
      Spojrzałam krótko na niego, nie wiedząc co zrobić, przygryzłam wargę w nawyku, nawet tego nie zauważyłam, i weszłam do klasy za blondynem wciąż obejmując Kylie.
     Mogłam mu powiedzieć "panie przodem". - zdałam sobie sprawę siadając w ławce.
     Przez całą cholerną lekcję pogrążałam się we wspomnieniach, kiedy próbowałam notować nagle mój wzrok padał na niego i nie byłam w stanie myśleć. Tak spędziłam resztę dnia.


    - Kylie, kotku, chodź już. - zajrzałam do damskiej łazienki po ostaniej lekcji, by popędzić dziewczynę w robieniu poprawek w makijażu. - Wszyscy już na nas czekają!
      Brunetka podniosła głowę z nad kosmetyczki i włożyła ją do torebki.
      - Nareszcie. - mruknęłam, chodź tak naprawdę nie byłam zła. Lubiłam patrzeć jak się maluje.
      - Sam, możemy pogadać? - powiedziała kiedy byłam już w połowie przechodzenia przez próg.
      - Em, jasne? - weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. - O co chodzi?
      - Powiedziałeś mi dziś, że jestem twoją ukochaną przyjaciółką. Ale wiesz, przyjaciółki zazwyczaj się wykorzystuje. A my nigdy nie robiliśmy nic więcej niż to kiedy robiłeś mi palcówkę czy minetkę. Nawet nie pozwalałeś mi się nigdy odwdzięczyć.
      - Kylie... - przerwałem jej, ale ona uporczywie kontynuowała.
      - Jesteśmy w tym dziwnym czymś czego uparcie nie chcesz nazwać związkiem już blisko rok! I obserwowałam cię dziś. Widziałam jak się patrzysz na tego nowego. I jeszcze go broniłeś pomimo, że cię pobił!
      - Wczoraj to ja pobiłem jego. - próbowałam się bronić, ale i tak wiedziałam, do czego zmierza Kylie, i wiedziałam, że nie dam rady się obronić.
     - Nie o to chodzi! Sam, czy ty... czy ty jesteś gejem? - wiedziałam, że to pytanie kiedyś padnie. Dlatego tak bardzo nie chciałam nazywać tego związkiem.
     Objęłam ją i wcisnęłam nos w jej włosy, obok ucha.
     - Przepraszam, kochana. Przepraszam. Naprawdę cię kocham. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, mówię szczerze. Ale to nie jest tak, że jestem gejem, nie mogę tego ci do końca wytłumaczyć, ale...
     - Nie chodzi o to, że lubisz facetów, tylko lubisz jego? - przerwała mi. Nie to zamierzałam powiedzieć, ale pomysł był dobry. Poza tym wiedziałam, że mogę jej zaufać.
     - Em, tak. - postarałam się zarumienić i wcale nie musiałam się z tym trudzić. Wystarczył jeden dzień by ta dwójka idiotów wywróciła moje życie do góry nogami. Wszystkie wspomnienia, uczucia, emocje, wszystko to wraca tak szybko. Już po jednym dniu przyznałam, że go lubię. Kurwa, idiotka.
     - Awww, jakie to słodkie. - zagruchała.
     - Możemy się dalej przyjaźnić i zostawić to między nami? - spytałam, mimo że i tak znałam odpowiedzieć.
      - Oczywiście Sam. - pocałowała mnie w policzek. - Zajmie mi trochę czasu by zacząć kochać cię jako przyjaciela, nie faceta, ale cieszę się, że w końcu znam prawdę.
      - Okej, chodźmy, wszyscy są już pewnie wkurzeni, że jeszcze nas nie ma. - urwałam temat, bo czułam się bardzo skrępowana po tym wyznaniu.
      Wyszliśmy przed szkołę, gdzie czekali na nas James, Bruce, Kyle, i kilka przyjaciółek Kylie, z którymi dziś będą bawić się chłopcy.
      - No nareszcie! Co tak długo? - irytował się Bruce. Zbyliśmy to milczeniem i ruszyliśmy do McDonald's.
      Gdy tylko ruszyliśmy podszedł do mnie James i odciągnął mnie trochę w tył, pozwalając reszcie ekipy nas wyminąć, zapewniając nam tym samym prywatność.
      - Możemy pogadać, Sam? - serio? znowu ktoś "musi ze mną pogadać"? - Mam pewien pomysł.

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 2

     Zerwałam się z łóżka na dźwięk budzika. W pokoju było cholernie ciemno więc odsłoniłam zasłony, by wpuścić trochę światła. Miałam ochotę popatrzeć na wschodzące słońce, ale porzuciłam ten pomysł. Dokuśtykałam do łazienki i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam w odbiciu ładną szczupłą buzię, z krótkimi włosami. Odgarnęłam grzywkę, przyklepałam włosy i uroczo się uśmiechnęłam. Jak ładnie. 
     Plask.
     Uderzyłam się w twarz. Nie jestem ładna, nie jestem dziewczyną. Zapomnij, zapomnij, zapomnij! W ponurym nastroju wciągnęłam na siebie męski dres, rozczochrałam włosy i zjadłam kanapkę z serem. Nie myłam zębów, by śmierdzieć jak chłopak, chociaż bardzo tego nie lubiłam. Spsikałam się axe i przypomniałam o tym, by się garbić i chodzić w sposób typowy dla bad boyów i macho manów. 
     Wsiadłam na bmx, poprawiłam snapback'a i zaczęłam pedałować do szkoły.
     Ledwo co zjawiłam się na miejscu, podeszły do mnie dwie dziewczyny. 
     - Siema, Kylie. Co dla mnie masz? - spytałam niskim głosem ładniejszą z nich, jednocześnie całując ją i łapiąc za tyłek. Robiąc to lubieżnie spoglądałam za dekolt nieśmiałej blondynki stojącej obok. Kiedy odkleiłyśmy się od siebie z brunetką puściłam oczko tej drugiej, na co ona się zarumieniła.
     Pocałunki z dziewczynami nie są wcale straszne, ale wiem, że to niestosowne. Ale one przecież myślą, że jestem chłopakiem. Moi kumple obiecali, że nigdy nic nikomu nie powiedzą na ten temat. Nie jestem do końca pewna ich wierności, ale nie mam innego wyjścia jak tylko im zaufać.
     - Mogłbyś umyć zęby, Sam. - zachichotała Kylie. 
     - Pomyśle o tym. - wyszczerzyłam zęby. Dziewczyny odeszły, a na ich miejsce pojawili się chłopcy. Skleilismy żółwiki i ruszyliśmy na lekcje. Byliśmy spóźnieni na około połowę lekcji.
     Weszliśmy do klasy, rozsiedliśmy się na naszych stałych miejscach i poszliśmy za przykładem reszty klasy, czyli zrobiliśmy sobie drzemkę. 
     Rozbudził nas dzwonek.
     Wyszłam z sali od historii jako jedna z pierwszych i kiedy zorientowałam się, że po pierwsze zgubiłam moją paczkę, a po drugie nie wiem gdzie jest kolejna lekcja i czy chcę na nią iść, zawracała się przez pół korytarza.
      Gdy już ponownie stanęłam przed salą do historii moi chłopcy jak zwykle kogoś zaczepiali.
      - Hej, nowy blondasku! Obciagniesz mi? - zaczepiał go Bruce. Był najniższy, ale też najbardziej lubił wdawać się w bójki. Jako dzieciak trenował sztuki walki, głównie MMA, ale musiał przestać bo uznano, że jest zbyt agresywny i wykorzystuje to przeciw dzieciakom ze szkoły. 
      - Wal się, karzełku. - odparł mu zaczepiany blondyn. Był o głowę wyższy od Bruca i pomimo, że widziałam go od tyłu wydawał się być znajomy. 
      - O, Sam. Poznaj naszego nowego kolegę z klasy. Przywitaj się, Blondasku. - na te słowa chłopak odwrócił się i napiął mięśnie. To samo zrobili moi przyjaciele. Domyśliłam się, że się im stawiał i nie ominą go baty. Nieźle mu się dostanie. Chętnie bym w tym uczestniczyła, gdyby nie fakt, że od razu go rozpoznałam. Miał ten sam skupiony wyraz twarzy za każdy razem głowił się nad czymś, lub starał. Szczególnie gdy gotował. O słodkie nieba, przypomniały mi się jego naleśniki. Były genialne, ale nie lubił nam ich robić, bo zawsze z Zaynem robiliśmy wojnę na bitą śmietanę. Otrząśnij się! Nie znasz go! Jest obcy!
      Mimo to coś mnie ruszyło i nie mogłam pozwolić chłopakom go zlać. 
      - Nie będę się przedstawiał żadnym pokurczom! Wal ... - powiedział blondyn, gdy tylko mnie ujrzał. Potraktowałam go kopniakiem w brzuch, które złożyło go w pół. Potem zdzieliłam plecakiem w głowę i nawet nie mrugnęłam, gdy ogłuszony upadł na ziemię. 
      - Nie mam ochoty na żadne jebane idiotyzmy! Zostawcie tego pedała i chodźmy pić, naprawdę kurewsko bardzo potrzebuję się napić! - wrzasnęłam na chłopaków. Ich brak subordynacji naprawdę mi czasem działał na nerwy. Byli przyzwyczajeni do moich wybuchów, szczególnie gdy miałam "te dni.
       - Ktoś tu ma okres. - zażartował James.
       - Nasza mała księżniczka. - Kyle ciągnął te docinki. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie to że on był obok. A co jeśli mnie rozpozna? Zaczynałam panikować, gdy moja grupa podjęła decyzję, że wypad na piwo to genialny pomysł.
       Przed południe spędziliśmy siedząc na łące i popijając piwo. Gadaliśmy o meczach, dziewczynach i wszystkim innym. Uwielbiałam z nimi rozmawiać. 
      - Naprawdę chciałem zlać tego Blondaska. - zaczął marudzić Bruce, zawsze chętny do jatki. - Wygląda na takiego, co umie się bić.
     Nie mogę tego nie przyznać. Odkąd go ostatnio widziałam jego ciało się zmieniło. Pod białym t-shirtem widziałam zarys mięśni i czarne wzory na ramieniu - tatuaże. Miał też kolczyk w brwi. Zdecydowanie zmężniał.
     - Olej go. - powiedziałam. Natychmiast pożałowałam tych słów.
    - Nasza księżniczka się zakochała? - zażartował James.
    - Skończ z tą "księżniczką", kretynie! - warknęłam. - I wcale się nie zakochałem. Mam Kaylie.
    - Tak, uważaj bo ci jeszcze uwierzymy, że lubisz lizać dziewczyny! - oponował Bruce.
    - Nam możesz powiedzieć. - namawiał Kyle.
    Gdyby nie alkohol to pewnie bym im nie powiedziała. Ale mam tylko ich.
    - Znam go z gimnazjum. - zaczęłam. - Byliśmy przyjaciółkmi, kiedy jeszcze byłam... normalna. - zasępiłam się na te wspomnienia. Nim się zorientowałam James już był przy mnie czule mnie obejmując. 
    - Czy on... on ma coś wspólnego z ...  z twoją przemianą. - spytał. Chyba chciał być delikatny. Wiem, że to moi chłopcy to dobrzy ludzie. Tylko zagubieni w tym trudnym świecie. Każdy z nich ma swój duży problem i z milion małych. Każdy z nas przychodzi tu z czymś co z siebie wyrzuca. Na początku tylko słuchałam, ale szybko też zaczęłam opowiadać im o sobie. Wiem, że pewnie kiedyś im powiem czemu jestem jaka jestem, ale to nie jest ten dzień.
    - Chodźmy na trening. - powiedziałam do nich, by nie naciskali na więcej zwierzeń. Spojrzeli na zegarki i uznali, że rzeczywiście pora się już zbierać.
     Trening minął jak zwykle, bardzo wyczerpująco. Wkółko tylko bieg, skok, krzyki trenera, znowu bieg, jakieś karne pompki lub przysiady i gramy dalej. 
     W szatni chłopcy umówili się, że pójdą na imprezę na plaży, a ja im odmówiłam współudziału, bo miałam robotę na ten wieczór. Weszłam pod prysznic po nich i kiedy skończyłam się myć szatnia była już pusta. Owinęłam biust bandażem i założyłam dres. 
     Wychodząc z szatni zgasiłam światło, więc nic nie widziałam dopóki nie dotarłam na tył obiektu sportowego, do tylnego wejścia na teren szkoły.
     Omal nie dostałam zawału, gdy jakiś cień zagroził mi drogę. Normalnie nie unikam bójek. Normalnie mam za plecami przyjaciół. Odwróciłam się, za mną była druga postać. I kurewsko dobrze wiedziałam, że za mną stoi Zayn.
    - Złaź mi z drogi frajerze! - prychnęłam.
   - Przeproś mnie za to, że mnie uderzyłeś szczylu to pomyśle. - odwarknął Niall. 
   - Teraz jest was dwóch, a ja jeden. Jutro wciąż będzie was dwóch a ja będę mieć trzech kumpli. Chyba umiesz liczyć. - męska duma jest ogromna i łatwo w nią trafić. Tego nauczyli mnie przyjaciele. Wiedziałam, że ci dwaj nie ustąpią. 
   - Teraz jest nas dwóch a ty jeden. Jutro bedzie was czworo, a nas dwóch, po jutrze będzie was czworo a nas pięcioro. 
   - Spierdalaj Niall! - żachnęłam się i spróbowałam przecisnąć między chłopakiem a framugą furty. Nic z tego. Odepchnął mnie, a drugi chłopak podszedł bliżej i próbował chwycić moje ramiona od tyłu, tak by Niall mógł spokojnie wymierzać mi cios za ciosem. Na szczęście w porę zauważyłam to kątem oka i zdażyłam się wymknąć o krok w bok.
    - Lubisz od tyłu, Zayn? - rzuciłam szyderczo.
   - Skąd znasz nasze imiona?!- warknął Zayn.
   - Znam wiele imion. Ale nie pamiętam imienia dziewczyn, z którymi się ostatnio pieprzyłem. Dałbym mały palec, że to były wasze dziewczyny.
   - Ty sukinsynu... - Zayn aż poczerwieniał na twarzy. Mogłam to dostrzec pomimo półmroku.
   - W takim razie straciłeś palec, gnojku. - Kiedy byłam zwrócona do Zayna Niall wymierzył mi cios w skroń. Zayn szybko pochwycił moje ramiona i unieruchomił mnie. Dostałam trzy ciosy, w tym jeden w brzuch i jeden w jądra, których nie mam. Udałam, że kulę się z bólu, ale mój czas reakcji jak na kogoś kopnietego z całej siły w genitalia był dosyć opóźniony. Lekkie zmarszczenie brwi na twarzy blondyna nie umknęło moim bystrym oczom. Przypomniałam sobie jak byłam w ten sam sposób bita w gimnazjum. Wtedy na ratunek przybyli mi Zayn i Niall. Ale teraz jestem już sama. Nawet oni są przeciw mnie. 
     Zasłużyłam sobie na to.
      Czwarty cios dostałam w oko. Poczułam jakby miało mi ono zaraz wypłynąć. Gdy tylko o tym pomyślałam, naprawdę wzięłam tę możliwość na serio, i okrutnie się przestraszyłam. Bół był tak potworny, że straciłam ostrość widzenia. Następnym co pamiętam była ziemia, i zwycięskie kopnięcie w brzuch. 
    Zawsze tak robiłam, kopniak na odchodne. 
    Potem była już tylko ciemność, która zamieniała się w obrazy z przeszłości.

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 1


   Ten rozdział pragnę zadedykować niezastąpionej Patrycji, która jest moją muzą, aniołem opatrzności, edytorem i menadżerem w jednym ;) Bez niej nie opublikowałabym żadnej z moich "myśli". Dziękuję :*








   Drzewa migały mi przed oczami, tak samo poobklejane latarnie uliczne, ale mimo to widok za oknem czerwonego forda z drugiej ręki, pozostawał taki sam. Niezmiennie szare domy, ludzie patrzący w ziemię, zamiast podziwiający prawie bezchmurne niebo. Żałowałam tym ludziom tego, że wciąż się spieszą, a ich świat ogranicza się do czubka ich własnego nosa. Mój świat ograniczała jedynie linia horyzontu. 
   Wykrzywiłam niewygodnie głowę, by przez szybę samochodu dostrzec pierzaste chmurki, rozwiane przez północny wiatr. Moje bystre oczy przyuważyły, że na zachodzie, tuż nad widnokręgiem, zaczynają się ciągnąć cudowne cumulusy. 
   W moim sercu pojawiła się niecierpliwość. Chciałam by ceremonia inauguracyjna się już skończyła i abym mogła położyć się na trawie i patrzeć na chmury. Pomyślałam o zrobieniu im zdjęć. Nim ta myśl wybrzmiała w mojej głowie, już miałam gotowy plan na nową zabawę. Mogłabym tą zabawa zintegrować nową klasę! 
Nim moje rozmyślania o nowych przyjaciołach, których chciałam zdobyć, przybrały jakiś bardziej konkretny kształt, samochód zatrzymał się przed jednopiętrowym budynkiem. Mała, przytulna szkółka.
   Poczułam wzrok kobiety na moim trzynastoletnim karczku. Mimo to, nie nacisnęłam klamki i nie opuściłam forda. 
   Kobieta tylko westchnęła z rezygnacją i opuściła ręce, które dotychczas trzymała zaciśnięte na kierownicy. 
   Zaczęłam nerwowo bawić się krawędzią materiału mojej czarnej, plisowanej spódniczki. 
- A co, jeśli nikt mnie nie polubi? - spytałam Anne.
- Kochanie, miliony nastolatków mają dziś swój pierwszy dzień w nowej szkole i myślą dokładnie tak samo. Każdy niepotrzebnie się zamartwia, a przecież nie będziesz chodziła do tej szkoły sama. Będzie tu mnóstwo osób, na pewno z kimś się zaprzyjaźnisz. Może nawet znajdziesz sobie chłopaka - macocha puściła mi oczko. Nie pamiętem mamy zbyt dobrze, ale Anne zawsze była dla mnie dobra, dlatego słowo "macocha" wcale mi się źle nie kojarzyło. Nie mogę przecież znielubić kogoś tylko dlatego, że jest drugą żoną, a nie tą pierwszą. - W końcu jesteś prześliczna. Po prostu bądź sobą i uśmiechaj się promiennie.
    Odpowiedziałam jej uśmiechem, ale nie tylko.
- Dziękuje, Anne. - wychyliłam się nad skrzynią biegów i ręcznym hamulcem, po to by cmoknąć ją w policzek. - Trzymaj za mnie kciuki.
   Wysiadając z samochodu  usłyszałam za sobą "Będę", po czym zabuksował silnik i czerwone auto odjechało, szybko znikając z pola widzenia.
   Trzy wdechy relaksacyjne na uspokojenie nerwów.
   Odegnałam nieśmiałość i pewnie ruszyłam do wnętrza budynku, gdzie panował spory ścisk. Starsze dzieciaki niecierpliwie przepychały się i nawoływały do przyjaciół, a młodsze w popłochu szukaly przyjaznych twarzy. 
   Odnalazłam moją nową klasę i przypomniawszy sobie rady Anne dotyczące savoir-vivre'u, uprzejmie przedstawiłam się kilku najbliżej stojącym osobą. Widziałam na ich twarz ulgę, gdy to ja odezwałam się pierwsza. 
   Każdy z nas chciał mieć tę niezręczność za sobą, ale inni bali się odezwać.
- Jestem Rose Doson. - przedstawiłam się wysokiemu ciemnowłosemu chłopcu.
- Zayn Malik. - odparł. Zza jego pleców wyłonił się równie wysoki blondyn w rozczochranej fryzurze. Uśmiechnął się do mnie w pewien niezwykle sympatyczny sposób i również się przedstawił.
- Niall Horan. 
   Dowiedziałam się, że chłopcy się przyjaźnią od dzieciństwa i ukończyli tą samą podstawówkę. Miło mi się  z nimi rozmawiało. Dosłownie zatraciłam się w rozmowie z nimi, bo byliśmy dla siebie jak bratnie dusze. Nie zauważyłam zazdrosnych spojrzeń moich nowych, klasowych koleżanek.


   Nogi wyciągnięte pod ławką, siedź osunięta, garb się. Nie wolno ci notować! Musisz zapamiętywać. Pamiętaj pokazać wszystkim ściagi przed klasówką, niech myślą, że oszukujesz.
   Lekcja była cholernie nudna. Skupienie się graniczyło z niemożliwością. O wiele prościej byłoby bezmyślnie zapisywać słowotok nauczyciela i później pouczyć się tego w domu. Hmm, powinnam nie wrócić do domu w tym tygodniu na kilka dni. I nie pojawiać się wtedy w szkole.
   Kiedy łysiejący mikrusek, który uczył nas historii, zaczął przynudzać jeszcze bardziej wstałam, chwyciłam nierozpakowany plecak w rękę i wyszłam z klasy. Nauczyciel tylko zamrugał ze zdziwienia, ale nic nie powiedział.
   Po chwili na korytarzu dołączyli do mnie moi kumple. Nazywaliśmy siebie najlepszymi przyjaciółmi, ale jak można być przyjacielem kogoś kogo się nie zna? Nie znali mnie.
   - Idziemy w miasto, panowie. - podjął Bruce. Bruce miał ciemne włosy i ciemne oczy, był bardzo wysoki i muskularnie zbudowany. Wszyscy byliśmy wysocy. Najwyższy z nas był Kyle, ciemny blondyn o zielonych oczach. Najniższy James, jasnowłosy casanova.
   Graliśmy razem w drużynie, balowaliśmy na imprezach i łamaliśmy wszystkie możliwe zakazy. Reszta drużyny była nam bliska, ale nie aż tak.
   Nikt  Brucem nie dyskutował. Ruszyliśmy ku wyjściu nieodzywając się do siebie. Przed szkołą James z niewyjaśnionych przyczyn kopnął śmietnik, który się przewrócił. Testosteron.
   Nie wiedziałam co chłopcy planowali na dziś, ale mogłam się domyślić, że nie planowali nic. Miało być to co wczoraj, dwa dni temu i tak dalej wstecz. Lans na mieście, mniejsza lub większa rozruba, piwko lub dwa, a po południu stawiamy się na treningu i dostajemy wycisk od trenera. Trenera postury komandosa.
   To robiło się nudne.
   Nie kupiłam książek na ten rok, muszę komuś ukraść podręcznik do historii, żeby nauczyć się na test. Tyle kłopotów. Ach, no tak, i wieczorem muszę poćwiczyć, żeby spalić te cheesburgery, które zjem z chłopakami po treningu.
   Na pierwszym skrzyżowaniu rozdzieliłam się z chłopakami i wróciłam do domu. Nie miałam specjalnej ochoty słuchać o wczorajszym seksie Jamesa i kryzysie związku Kyle'a.
   Wracając do domu mogłabym przestać grać dresa, ale nie przestawałam. Bałam się, że zauważy mnie ktoś nieodpowiedni. Ukradkiem spojrzałam w chmury. Obłoki były jak zwykle całkowicie inne niż te, które widziałam przez szkolne okno. Tylko one były zawsze inne, nigdy takie same. Pobudzały wyobraźnię, inspirowały, odprężały.
   W domu przywitała mnie pustka. Ojciec w grobie, matka w pracy. Szybki rzut plecakiem o ścianę mojego pokoju, pochłonięcie mrożonego jogurtu z lodówki i wzięcie paczki spod łóżka.
   Przed domem czekał na mnie rower. Ten sam co zawsze, mój rower. Włożyłam paczkę do koszyka i ruszyłam w dół ulicy.
   Towarzyszyła mi monotonia. Tydzień temu dostarczałam tyle samo towaru pod ten sam adres. Cały czas działo się to samo. Czułam się bezpiecznie.
   Tak, właśnie "kurier" wiozący "jazz" powiedział, że czuje się bezpiecznie. Za sprzedaż marihuany nie dostaje się zbyt wiele w poprawczaku, ale nie to miałam na myśli.
   Ta monotania sprawiała, że czułam się bezpieczna.
   Po dojechaniu pod właściwy adres drzwi otworzył mi ten sam człowiek co zwykle, i jak zwykle, nie odezwał się. Dał odliczony hajs i zatrzasnął drzwi. Zmyłam się stamtąd od razu.
   Nie miałam ochoty na powrót do domu. Szybki telefon do Bruce'a i potoczyłam się rowerkiem w jedno z naszych ulubionych miejsc spotkań.
   Kiedy przyjechałam chłopcy właśnie kończyli opróżnianie puszek. Ruszyliśmy spowrotem do szkoły rozmawiając na tematy obgadane już ze sto razy.
- Jak robota? - zainteresował się Kyle.
- Dobrze. Ale bez tipu. - odparłam wzruszając ramionami i spluwając przez ramię.
   Na treningu mogłam się rozerwać. Moja koszykówka była dzika i samolubna, ale wszyscy mi to zawsze wybaczali. Mówili, że dobrze patrzy się na moją grę, choć współczuje się moim rywalom i współzawodnikom.
   Trener udawał, że nie wie, iż jestem dziewczyną. Niektórzy naprawdę nie wiedzieli. Na zawodach rejonowych przepchnięcie jednej chłopczycy nie jest problemem.
   Po grze wzięłam szybki prysznic w szatni, chłopacy wiedzieli co ich czeka, jeśli spróbują podglądać. James kiedyś spróbował, dwa dni kulał i odczuwał ból w kroczu. Do teraz boi się, że stracił płodność.
   Okupowaliśmy McDonald's do blisko dziewiątej wieczór. Pochłonęłam sześć cheesburgerów, tortille i nuggetsy. Kiedy zaczynaliśmy się zbierać do wyjścia "w miasto" powiedziałam kumplom, że muszę się odlać.
   Zwymiotowałam posiłek, umyłam zęby, psiknęłam się męskim dezodorantem i zaczęłam rzuć gumę do rzucia w ordynarny sposób.
Dołączyłam do przyjaciół przy wyjściu, James objął mnie ramieniem, drugim objął Bruca, któremu nie podobał się ten gest równie mocno jak mnie. Natomiast Kyle uznał to za świetny pomysł i również się na mnie uwiesił.
- Imprezę czas zacząć! - skomentował jak zwykle radosny blondyn. Ja i Bruce należeliśmy do tych bardziej ponurych, ale też potrafiliśmy się śmiać. Po prostu dziś nie miałam ochoty na śmiech.
    Lubię naśmiewać się z innych, lubię się bić.

środa, 16 lipca 2014

Kilka słów od autora na temat opowiadania.

     Z góry przepraszam za tak mało informacji, ale napisanie poniższego tekstu naprawdę nie było łatwe. Starałam się nie zdradzić Wam zbyt wiele, by nie zepsuć całej zabawy.
     Opowiadanie jest pisane z dwóch perspektyw, a raczej dwoma historiami/ wątkami. Bohaterzy walcząc ze swoją przeszłością, toczą wojne o swoją przyszłość. Wątki te będą się przeplatać, łączyć je będą wspólni bohaterowie. Stopniowo wszystko zacznie być oczywiste i zaczniecie domyślać się zakończenia.
     Pisząc to opowiadanie chciałam wyrazić swoją frustrację i złość, spowodowane zachowaniem pewnych ludzi. Nie rozumiem niektórych zachowań, takich jak niszczenie życia ludziom, tylko dlatego, że czegoś im się zazdrości. Skoro ktoś jest zazdrosny o czyjąś pracowitość to czemu wyzywa go od kujonów i lizusów, zamiast samemu wziąć się do pracy? - nigdy tego nie zrozumiem.
     Nie zrozumiem też ludzi zamkniętych w sobie, którzy ukrywają siebie pod maskami i za zasłoną kłamstw.
     Osobiście staram się żyć według lekkiego motta "bądź sobą", sprawia mi to przyjemność i wszystko staje się o wiele prostsze, niezręczne sytuacje przestają być niezręczne, wstyd gdzieś umyka. Dlatego przez najbliższe parę miesięcy, pisząc dla Was dziesięcio rozdziałową hisotryjkę, chcę Was wszystkich zachęcić do bycia sobą, zrzucenia masek, i do podążania za swoimi marzeniami i celami, za wszelką cenę.
Bądźcie sobą! ;)