- O co chodzi, James? - pytam podejrzliwie. Normalnie bardzo lubiłam gadać z moimi przyjaciółmi, ale od wczoraj mam wrażenie, że wszyscy czytają ze mnie jak z otwartej księgi. Tak cholernie się boję, że Niall i Zayn odkryją moją tożsamość i że znów będę musiała uciekać. Nie wytrzymam tego po raz kolejny. Nie dam rady widzieć ich załzawionych oczu pełnych nienawiści.
- Obserwowałem cię na ostatniej lekcji. Ciągle się na nich gapiłaś.
- Kogo masz na myśli? Zupełnie nie wiem, o czym mówisz. - rżnęłam głupa, ale i tak wiedziałam, że nic to nie da.
- Nie udawaj frajera, Sam! Lubisz ich? Wiem, że nie chcesz mówić o sobie, ale znam cię już na tyle długo, żeby wiedzieć, że potrzebujesz pomocy. Zaufaj nam... a na razie przynajmniej mi.
Spojrzałam w jego oczy i widziałam w nich troskę. Wiem, że mogę zaufać chłopakom, po prostu męska duma udzieliła się również mnie i najzwyczajniej w świecie wstydzę się im o tym wszystkim powiedzieć.
- Ja... okej. - powiedziałam prawie szeptem. - Opowiem ci, ale powiem to tylko tobie. A ty nikomu tego nie powtórzysz, okej?
- Okej, obiecuję. - James złapał moje rozbiegane spojrzenie i powiedział. - Jestem twoim przyjecielem. Zależy mi na twoim szczęściu, więc mi zaufaj.
Kiedy to powiedział miałam ochotę przytulić się do niego i wypłakać wszystkie obawy i żale przeszłości w jego ramiona. Ale faceci tak nie postępują.
- Em... dzięki. - resztę drogi do McDonalds spędziliśmy wyglupiając się z resztą naszej paczki. Mimo ogólnego dobrego nastroju, widziałam, że chłopcy są spięci, Kylie również, i czułam spojrzenie Jamesa na plecach. Coś było nie tak.
Weszliśmy do restauracji i zajęliśmy nasz ulubiony stolik. Gdy większość poszła zamówić ja zostałam przy stole pilnując ich rzeczy. Po chwili zauważyłam, że Kylie również została przy stole. Przesunęła się na kanapie tak, by siedzieć naprzeciw mnie.
- Sam? - zaczęła.
- Tak, kotku? - odparłam odruchowo. Dopiero po sekundzie przypomniało mi się, że powiedziałam jej, że lubię Nialla, nie ją. - Przepraszam, to... przyzwyczajenie.
- O mój Boże! Sam! Ty się rumienisz!
- Ćśśś! Kylie! Ciszej. - upomniałam ją i poczułam jak fala gorąca uderzyła moją twarz. Spojrzałam się po ludziach dookoła, czy ktokolwiek zwrócił na to uwagę, ale chyba nikt nie usłyszał komentarza brunetki.
- Coś jest z tobą nie tak. Nie jesz, rumienisz się, jesteś rozkojarzony...
- Przecież mówiłem ci, o co chodzi, no wiesz, co mam na myśli.
- Ale to nie wyjaśnia... no... tego! - wskazała na mnie dłońmi. Czy faktycznie jestem w tak złym stanie?
- Kylie, wszystko jest okej.
- Oh, Sam, nie kłam mi w twarz, zbyt długo cię znam, by wiedzieć kiedy coś kręcisz. - nienawidzę tego, jak moi przyjaciele dobrze mnie znają. Skoro tak łatwo rozpoznać u mnie kłamstwo to jakim cudem udaje mi się udawać chłopaka? - Powiedz mi o co chodzi. - jej spojrzenie było twarde. Teraz kiedy przestała się martwić, że mi nie wystarcza i poznała prawdę, że lubię Nialla, zaczęła zachowywać się jak kiedyś. Znowu była tą twardą, wiecznie uśmiechniętą dziewczyną co kiedyś. Tylko, że ja zaczynam zamieniać się w jakiegoś mięczaka.
Wiedziałam, że Kylie nie ustąpi dopóki nie dostanie jakiejś odpowiedzi. Jeszcze wczoraj ofuknęłabym ją i kazałabym jej spadać, ale po dzisiejszej rozmowie... To w końcu moja przyjaciółka.
Na szczęście od odpowiedzi wybawił mnie Bruce, który wrócił do stolika ze swoim zamówieniem.
- Nie jesz? - spytał mnie zdziwiony.
- Jakoś nie mam apetytu. - odparłam wzruszeniem ramion. Spojrzenie Bruca było pełne troski, ale jedyne co zrobił to zmarszczył brwi i udał, że go to nie obchodzi. Byłam wdzięczna, że nie roztrząsał sprawy, bo to tylko jeden opuszczony posiłek.
- Czemu nie jesz? - usłyszałam za plecami głos Kyle'a. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo wtrącił się James.
- Powinieneś coś zjeść. - czemu wszyscy tak się tym martwią? Mam brzuch zaciśnięty w kulkę z nerwów przed tym, że powiem Jamesowi o mojej przeszłości, a ich namawianie mnie do jedzenia wcale mi nie pomaga.
- Dajcie mi, kurwa, spokój! Jest okej. - warknęłam na wszystkich, choć tak naprawdę chciałam się rozpłakać i ich przytulić. Byłam zła na siebie za to, że na nich nakrzyczałam. Co się ze mną do cholery dzieje?
Po moim wybuchu dziewczyny spuściły wzrok na swoje tace, natomiast chłopcy utkwili we mnie świdrujące spojrzenia. Kylie też.
Nie mogłam tego już dłużej wytrzymać, jedyne czego w tej chwili pragnęłam, to uciec spod ich miażdżącego wzroku.
- Nie mam ochoty z wami siedzieć. Spadam.
- Ale dopiero przyszliśmy! - ku mojemu zaskoczeniu protestującym najgłośniej okazała sie nieśmiała koleżanka Kylie. Ona również rzuciła swojej koleżance zaskoczone spojrzenie. Blondynka speszyła się i odwróciła wzrok, bo teraz to na nią wszyscy się gapili.
- Jak chce to niech idzie. - powiedziała nieco oschle Kylie. Odpowiedzią było milczenie reszty grupy. Atmosfera zrobiła się naprawdę gęsta i już chyba wszyscy wiedzieli, że coś jest ze mną nie tak.
Zarzuciłam plecak na lewe ramię i wzięłam bluzę do ręki. Z emocji było mi zbyt gorąco, by mieć ją na sobie. Wychodząc złapałam spojrzenie Kylie, które mówiło, że dokończymy jeszcze tę rozmowę.
Droga do domu minęła mi nieznośnie wolno. Im bardziej chciałam zakopać się już w pościeli, tym bardziej dłużyła mi się podróż.
Kiedy wróciłam Anne jeszcze nie było. Wyjęłam z szafki nuttellę, a z lodówki dużą butelkę coca-coli i poszłam do swojego pokoju. Był urządzony minimalistycznie, białe ściany i tylko najpotrzebniejsze meble, żadnych ozdób. Jedynie zdjęcia bez oprawy przyklejone na ścianach taśmą dwustronną.
Zasłoniłam okna i chwyciłam laptop z biurka, po czym zawinęłam się na łóżku w kokon z kołdry. Odruchowo chciałam włączyć jakiś sensacyjny film akcji, ale nie miałam siły udawać chłopaka. Nikt nie mógł mnie teraz zobaczyć, włączyłam więc "Szkołę uczuć", jadłam nuttellę prosto ze słoika popijając ją colą i pozwoliłam sobie płakać podczas filmu. Chyba zaczynam rozumieć co się ze mną dzieje.
Na początku wydawało mi się, że obudziłam się, bo było mi za gorąco, po chwili zorientowałam się jednak, że to z powodu kogoś kto stuka w moje okno.
W pokoju było ciemno, więc nie miałam pojęcia jak długo spałam. Odstawiłam laptop na biurko, razem ze słoikiem i butelką, które były puste, i postawiłam je obok sterty zużytych chusteczek. Podeszłam do okna i otworzyłam je.
Zgodnie z moimi przypuszczeniami stał tam James. Na zewnątrz było już całkiem ciemno.
- Która godzina? - spytałam zachrypniętym sennym głosem, ktory zdradzał płacz. James zmarszczył brwi.
- Jedenasta wieczór. - skinęłam głową i odsunęłam się od okna, by James mógł wejść do pokoju. Kiedy wszedł omiótł pomieszczenie wzrokiem. Nie umknęły mu ślady po "babskim wieczorze". Jednak nic nie powiedział, tylko usiadł na obrotowym krześle przy biurku i czekał.
Usiadłam na łóżku na przeciw niego i oparłam łokcie na kolanach. Wszystko we mnie się ściskało. Nie wiem jak mogłam być w stanie zasnąć. Przygryzałam wargę i bawiłam się palcami unikając jego wzroku. Troche zajęło mi zebranie się w sobie, ale James mnie nie pospieszał. Byłam mu za to ogromnie wdzięczna.
- Poznałam Zayna i Nialla w gimnazjum. Byli najlepszymi przyjaciółmi od dziecka, a ja momentalnie się z nimi zaprzyjaźniłam. Spędzaliśmy razem masę czasu, uczyliśmy się po szkole, chodziliśmy razem na zakupy, bawiliśmy się, Niall zawsze gotował nam coś pysznego, najczęściej naleśniki. Wszystko zawsze robiliśmy razem. Ale potem ojciec Zayna zapisał go do szkoły muzycznej i czasami zostawałam sama z Niallem. Ja... zakochałam się w nim. Był dobry, uśmiechnięty, chciał pomagać, wszyscy go uwielbiali. Wydawało mi się, że on też coś do mnie czuje. Ale mogło mi się zdawać. Zayn zawsze był tym bardziej żywiołowym z ich dwójki. Miał mnóstwo energii, talent sportowy i poczucie humoru, które wszyscy kochali. Obaj byli zdolni, mądrzy, przystojni, wysportowani. To oczywiste, że wszystkie dziewczyny o nich marzyły.
I wszystkie były o mnie zazdrosne. Najpierw tylko krzywo patrzyły, potem szturchały mnie na korytarzu, faulowały na wf-ie, dokuczały wyzwiskami. A potem zaczęły być bardziej agresywne. Pobiły mnie parę razy. Ale ja, naiwna, nie skarżyłam się, nie oddawałam im, zawsze im wybaczałam. W końcu Niall i Zayn dowiedzieli się o tym, kiedy raz uratowali mnie przed nimi w damskiej toalecie. Wtedy znienawidzili je.
Myślałam, że wszystko będzie już dobrze, ale Zayn stawał się zaborczy w stosunku do mnie. Robił się zazdrosny o Nialla i agresywny dla niego. W końcu pokłócili się. Nie chcieli mi dokładnie powiedzieć o co im poszło. Myślę, że Zayn był wściekły, że kocham Nialla, nie jego. Ale zamiast gniewać się na mnie, wyżył się na swoim przyjacielu.
Wtedy dziewczyny rozpuściły plotkę, że bawię się nimi i chwalę tym, jak owinęłam ich sobie wokół palca. Potem doszły do tego plotki o tym, że puszczam się ze starszymi chłopakami za pieniądze, że mam AIDS, że miałam aborcję. Ogólnie potem nagle wszystkie dziewczyny wymyślały o mnie coraz to nowe bajeczki. Nie miało to jednak żadnego znaczenia.
Najważniejsza była ta pierwsza plotka. Kłamstwo o tym, że bawiłam się uczuciami moich przyjaciół.
Chłopcy pogodzili się, ale przestali ze mną rozmawiać. Znaleźli sobie nowe przyjaciółki wśród dziewczyn, które mnie wcześniej prześladowały.
Dosłownie kilka dni później zmarł mój ojciec. Została mi tylko Anne, moja macocha.
Nienawidziłam się za to, że pokochałam Nialla i za to, że Zayn pokochał mnie. Dziewczyny często obrażały mnie za to, że miałam duże usta, długie rzęsy, biust większy niż one. Czepiały się mojego błyszczyka, dekoltów i spódniczek. Znienawidziłam więc kobiecość i postanowiłam, że chcę być chłopcem.
Przeprowadziłyśmy się bliżej pracy Anne, zmieniłam imię, obcięłam włosy na chłopaka, przestałam się malować, schudłam, więc straciłam biust, i zaczęłam nosić męskie ubrania. Potem przeniosłam się do waszej szkoły i resztę już znasz. - o dziwo, nie płakałam podczas tego monologu. Byłam jednak tak przygnębiona, że nie miałam najmniejszej ochoty jeszcze kiedykolwiek wyjść z mojego pokoju.
James podszedł do mnie, usiadł obok mnie na łóżku i objął ramieniem. Wtuliłam się w niego i przełożyłam nogi nad jego nogami, prawie jakbym siedziała mu na kolanach.
- Pierwszy raz odkąd cię znam widzę w tobie kobietę, wiesz? - James szepnął mi koło ucha.
- Przecież wyglądam jak chłopak. Mam te same ubrania co w szkole.
- Nie chodzi o ubrania, po prostu jesteś dziewczyną, w dodatku jesteś załamana i zakochana, nie dasz rady w takim stanie wyglądać jak facet. - zaśmiał się. Miał rację. Byłam taka dziwna, bo jestem zakochana. Kiedy widzę Nialla moje serce bije nieznośnie głośno, a mnie wszystko umyka z głowy. Moje oczy same za nim podążają.
- Chciałabym się dowiedzieć, czy wciąż myślą o mnie to samo.
- Gdybyś odkryła swoją tożsamość, dowiedziałabyś się prawdy.
- A jeśli prawda mi się nie spodoba? Jeśli oni wciąż mnie nienawidzą i nie uda mi się im wytłumaczyć, że tamte plotki były kłamstwem?
- Wtedy będziesz w dupie.
- Och, James, i co ja mam teraz zrobić? - nie spodziewałam się odpowiedzi. Po prostu liczyłam, że pogłaszcze mnie po głowie i powie, że może wystarczy poczekać, a potem się okaże.
- Mogłabyś znów stać się dziewczyną. - powiedział.
- Przecież właśnie powiedziałeś, że jeśli moje obawy okażą się prawdą, to będę w dupie.
- Ale wtedy znów stałabyś się chłopakiem. - James uśmiechnął się zawadiacko.
- Ale wszyscy wiedzieliby, że jestem dziewczyną.
- Jeśli przyszłabyś do szkoły w kiecce i powiedziała "hej, ludzie, tak napradę jestem dziewczyną i nazywam się Rose", to owszem, wiedzieliby. Ale ty tak nie zrobisz.
- Więc jak zrobię? - spytałam pełna nadziei.
- Umalujesz się, ubierzesz jakieś kobiece ciuchy, założysz perukę, by mieć taką samą fryzurę jak na początku gimnazjum i pójdziesz ze mną na parę imprez w mieście jako moja nowa dziewczyna Rose Doson.
- A tymczasem w szkole wciąż będę Samem. - dokończyłam jego tok rozumowania.
- Tylko skąd to wszystko załatwimy? Nie mam żadnych odpowiednich ubrań, ani makijażu.
- Myślę, że Kylie z chęcią nam pomoże.
- Co? Nie, przecież to miało zostać między nami! - zaprotestowałam. - A co jeśli ona mnie znienawidzi?
- Przecież to Kylie, zdziwi sie, ale nam pomoże i dochowa tajemnicy. W dodatku będzie twoimi alibi, na wypadek gdyby Zayn i Niall zaczęli się czegoś domyślać.
- Okej, w takim razie poproszę Anne by wypożyczyła dla mnie perukę.
- Lepiej ją kup, może okazać się, że będziesz jeszcze kiedyś chciała pogadać z kimś jako Rose.
- Okej. - westchnęłam i zacisnęłam dłoń w pięść. Nie mogę uwierzyć, że znów będę kobietą!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz