Wiatr, który wpada do sali przez okno i unosi do góry firany, łaskocze moje ramiona i mierzwi włosy Nialla. Rozmawiam z nim, śmiejemy się, ale czuję się jakbym patrzyła na to z boku. I Zayn też tu jest, siedzi z drugiej strony. Teraz widzę jak patrzy na mnie. Jakie to śmieszne, że wcześniej tego nie zauważałam. Trwa lekcja więc szepczemy, ale nie ma nauczyciela ani innych uczniów. Tylko my. Nagle ktoś z hukiem otwiera drzwi. Jessie. Uśmiecham się do niej i pytam jak leci, ale ona udarze mnie w policzek.
- Niall i Zayn się przez ciebie pokłócili! To twoja wina!
- Co? To nie prawda! - próbuję zaprzeczać. Chcę jej pokazać, że z chłopcami wszystko w porządku więc wskazuję ich dłonią. Oglądam się na nich i ku mojemu zaskoczeniu widzę, jak okładają się pięściami. Zayn przygniata Nialla przedramieniem za gardło. Chcę krzyczeć żeby przestali, ale tego nie robię. Wiem, że to nic nie da. Dlaczego to wiem? Dlaczego mam wrażenie, że to już było?
Widzę jak Jessie podchodzi do chłopaków i mówi:
- Proszę, przestańcie, ona nie jest tego warta. To zwykła lafirynda, nie widzicie tego?
- Nie to nie prawda! - krzyczę i macham przecząco głową jak opętana, ale nikt nie reaguje. Czy oni mnie w ogóle słyszą?
- To nie prawda. - mówi Zayn. Co za szczęście, że jednak w to nie uwierzyli.
- Zayn, stary, nie widzisz jak ta laska cię traktuje? Udaje, że nie widzi jak ci zależy i na twoich oczach klei się do mnie.- mówi Niall. Nie, nie, nie! On nie może tak myśleć. Przecież wydawało się, że on też mnie lubi. A Zayn to mój przyjaciel.
- Proszę, Niall, nie mów takich przykrych rzeczy, wiesz, że to nie prawda. Kocham cię! - jego słowa tak bolą, pękam w środku. Czuję ostrze wbijające się w moje serce.
Dotykam bolącego miejsca dłonią i czuję że moja sukienka jest mokra i gorąca. Spoglądam na pierś i jedyne co widzę to plama krwi. Widzę nóż w moich plecach, wbity przez dziewczyny z klasy. Skąd wiem, że to one? Jakim cudem widzę swoje plecy?
Wszystkie pytania rozmywają się, tak samo jak chłopcy i Jessie, czuję jak leżę na zimnej podłodze...
Czuję jak leżę na twardej, zimnej podłodze, ktoś szturcha mnie w ramię. Stróż nocny.
- Przepraszam, już wstaję. - mamroczę i podnoszę się w podłogi. Wszystko tak boli.
- Wszystko w porządku dzieciaku? - pyta, w jego głosie wyraźnie słyszę antypatię.
- Tak, staruszku, możesz wracać oglądać mecz... - mówię z kpiną.
- Nie pozwalaj sobie, szczylu! - grozi.
- Tak, tak. - potakuję i udaję, że wszystko jest okej i mam w dupie całą tą krew, siniaki i w ogóle. Ale nie mam. Boję się reakcji Anne. Boję się tego co zrobią chłopcy. Boję się tego co stanie się Niallowi i Zaynowi. Po cholerę się o nich martwię? Powinnam ich nienawidzić. Zapomnij, zapomnij, zapomnij.
Wróciłam do domu przez okno, tak by nie zwracać na siebie uwagi Anne. Od razu poszłam pod prysznic, by zmyć całą tę krew. Kurwa, nie dostarczyłam towaru.
Trzy minutowy prysznic nie pozwolił wygrzać się moim obolałym miejscom, ale musiał wystarczyć. Ponownie się ubrałam, wyjęłam przesyłkę z pod obluzowanej klepki podłogowej, gdzie zrobiłam kiedyś za pomocą dłuta i wiertarki dziurę w betonie, założyłam snapback z napisem DOPE daszkiem do tyłu i ponownie wyskoczyłam przez okno. Uwielbiam mieszkanie w domu, który nie ma pięter.
Wsiadłam na bmx i najszybciej jak mogłam dotarłam pod wskazany adres. Zadzwoniłam do drzwi, które dość dobrze już znałam. Otworzył mi znajomy koleś.
- Sorry za obsuwę, stary. Trochę mnie ścięło. - facet zauważył siniec pod okiem.
- Już chciałem dzwonić z zażaleniem. - wręczył mi banknot.
- Hej, brakuje dychy! - zaprotestowałam, ale zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Zasłużyłam sobie.
Powinnam się cieszyć, że jednak nie zadzwonił do szefa, bo wtedy mogłabym się spodziewać kolejnego pobicia, ale i tak strata pieniędzy miała gorzki smak. Wiem, że muszę dopłacić ze swoich pieniędzy, czyli za ten kurs wychodzę na zero. Kurwa.
Ten dzień robi się coraz gorszy.
Jadę przez ciemne ulice rozświetlane żółtawym światłem latarni i czuję jak powieki ciążą mi na oczach. Postanawiam pojechać skrótem przez park, który o tej porze powinien być pusty. Mijam drzewa, ławeczki i huśtawki dla dzieci prując na pomarańczowym rowerku, chcą jak najszybciej wyjechać na oświetloną drogę. Nagle moje serce zabiło mocniej, gdy na jednej z parkowych ławek dostrzegłam dwie znajome postaci. I nie chodzi mi o strach, tylko raczej o ekscytację.
Pierwszą myślą było podjechać do nich i ich zaczepić, ale to było bez sensu, więc w ostatniej chwili powstrzymałam się. Przejechałam przed nimi najszybciej jak mogłam w nadziei, że mnie nie rozpoznali. Niech mnie zauważą. Moje myśli mnie zaskakują.
To minęło, dziewczyno, ogarnij dupe.
Pozbywam się tej dwójki z mojego umysłu i po chwili ponownie wkradam się do domu przez okno. Ściągam ciuchy i naga kładę się spać.
Czuję szarpanie za ramię i głosy, otwieram oczy i widzę chłopaków nad moim łóżkiem.
- Dajcie mi spać. - błagam ich sennym głosem.
- Księżniczko, kto ci to zrobił? - pyta Kyle. Naleśniki, ich zapach, smak, to wszystko mi się śniło. Ja, Niall, Zayn, jego naleśniki i wojna na bitą śmietanę. To był taki dobry sen.
- Ale co mi zrobił? - pytam jak idiotka. W ułamku sekundy wszystko mi się przypomina, a ból powraca. A najbardziej boli mnie serce. - Niall i Zayn.
- Blondasek i kto? - pyta Bruce już gotów by się bić.
- Jego przyjaciel. Nieważne, zostawcie ich. James podaj mi koszulke i majtki, leżą za tobą na krześle. - mówię. James bez skrępowania wykonuje moją prośbę. Chłopaków, jak i mnie, wcale nie krępuje moja nagość, poza tym wciąż jestem pod kołdrą i tam zamierzam pozostać podczas przebierania się. Kiedy ja zakładam ubrania Kyle nie daje spokoju.
- Nie możemy tego tak zostawić! On zrobił z twojej twarzy worek treningowy!
- Oh, daj spokój, to był tylko jeden cios. Jeśli im wlejecie, jutro to oni przyjdą z kumplami, ta walka nigdy się nie skończy! Wyluzujcie.
- Oni cię pobili! - dodał Bruce.
- Wy też ciągle kogoś bijecie i obrywacie, ja też.
- Ale ty jesteś dziewczyną. - oponował Bruce. Martwi mnie, że James wcale się nie odzywa, wygląda jakby nad czymś myślał.
- Nie chcę żeby cokolwiek im się stało. Jasne? - nie dostałam odpowiedzi. Po prostu wyszli z mojego pokoju, by poczekać przed domem.
Droga do szkoły upłynęła w niepokojącym milczeniu. Na szkolnym dziedzińcu czeka już na mnie Kylie i jej nieśmiała koleżanka więc podjeżdżam do nich na swoim rowerze i witam obie całusami w usta. Widzę jak blondynka się rumieni a Kylie jest zaskoczona i chyba lekko zazdrosna. W sumie nie dziwię jej się, ostatnio poświęcałam jej cholernie mało czasu.
- Kochanie, przepraszam, że ostatnio mam dla ciebie tak mało czasu, niedługo ci to wynagrodzę, okej? - mam nadzieję, że kilka słodkich słów załatwi sprawę.
- Trzymam cię za słowo, Sam. - Kylie mruczy uwodzicielsko i przyciąga mnie do siebie, łapiąc mnie jedną dłonią za kark a drugą odchylając do tyłu mój snapback by umożliwić pocałunek. Kiedy podnosi daszek czapki dostrzega gigantyczną śliwę przy moim oku.
- O mój Boże, Sam! Co ty wczoraj robiłeś!
- Kurwa! - klnę pod nosem.
- Sam, czy to dlatego nie masz dla mnie czasu? Co się stało, proszę powiedz mi! - Kylie jest bliska łez. Nie mogę jej tak po prostu odprawić ze słowami "to nic".
Odstawiam swój rower i obejmuję jej ramiona prowadząc ją w ustronne miejsce.
- Śliczna, nie mogę ci powiedzieć o co chodzi, ale zaufaj mi to nic poważnego, naprawdę.
- Sam, ja...
- Kochasz mnie? - przerywam jej. Dziewczyna rumieni się co podkreśla piękny, błękitny kolor jej oczu. Jest taka dobra i piękna, czemu wybrała akurat mnie? Rumiane policzki i spuszczony wzrok dają mi odpowiedź.
Nie wyznaję jej miłości, ale niezwykle czule całuję. Mam nadzieję, że to wystarczy.
- Okej? - pytam po pocałunku.
- Tak. - odpowiada cicho i wtula nos w zagłębienie mojej szyi. Jestem od niej o półtorej głowy wyższa więc idealnie do mnie pasuje.
Chwilę przytulamy się, po czym ruszamy z powrotem na dziedziniec do głównego wejścia. Gdy tam docieramy spostrzegam chłopaków startujących do Nialla i Zayna.
Nic nie myśląc wyrywam się z objęć Kylie i biegnę, by wskoczyć pomiędzy nich.
Zdążam w ostatniej chwili.
- Mówiłem coś, stary! Dajcie im spokój! - próbuję powstrzymać Jamesa. To dziwne. Kiedy byliśmy u mnie był najbardziej opanowany, a teraz? O co mu do kurwy nędzy chodzi?
James patrzy na mnie długo, widzę napięte mięśnie jego szczęki i szyi, wiem, że zmaga się ze sobą, ale w końcu odpuszcza.
- Gdyby nie on, bylibyście martwi. - rzuca im na odchodne Kyle, kiedy całą paczką kierujemy się do szkoły.
Kylie szybko odnajduje mnie w szkolnym tłumie i chwyta pod ramię.
- To oni cię wczoraj pobili? - pyta, a ja potakuję skinieniem głowy.
- Czemu nie chciałeś się na nich zemścić? To nie w twoim stylu.
- Miałem powody. - odpowiadam zwięźle.
- Sam! Mam już dość tej tajemniczości, na początku to było pociagające, ale teraz czuję się przez to tak strasznie! Naprawdę cię kocham, tak kurewsko mi zależy! Proszę, bądź ze mną szczery! - patrzę w osłupieniu na wybuch dziewczyny. Tak mocno ją w sobie rozkochałam? Przecież też jestem kobietą.
- Kylie, nawet nie jesteśmy w związku. Wrzuć na luz.
- To nie zmienia faktu, że cię kocham. - kontynuuje.
- Też cię kocham, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. - i to prawda. Chciałabym móc przyjaźnić się z Kylie jako dziewczyna, gadać o facetach, chodzić na zakupy i malować sobie nawzajem paznokcie.
Zapomnij, zapomnij, zapomnij.
Kiedy docieramy wraz z Kylie do klasy przy drzwiach spotykamy Nialla i Zayna. Dwie osoby, których najbardziej na świecie nie chcę oglądać. Chcę oglądać tylko ich. Zamknij się.
- Cześć, Sam. - mówi Niall z ironią w głosie. Normalnie odpowiedziałabym jakąś ciętą ripostą, ale wszystko mi uleciało. Mój brzuch skręcił się, nie wiem czemu.
Spojrzałam krótko na niego, nie wiedząc co zrobić, przygryzłam wargę w nawyku, nawet tego nie zauważyłam, i weszłam do klasy za blondynem wciąż obejmując Kylie.
Mogłam mu powiedzieć "panie przodem". - zdałam sobie sprawę siadając w ławce.
Przez całą cholerną lekcję pogrążałam się we wspomnieniach, kiedy próbowałam notować nagle mój wzrok padał na niego i nie byłam w stanie myśleć. Tak spędziłam resztę dnia.
- Kylie, kotku, chodź już. - zajrzałam do damskiej łazienki po ostaniej lekcji, by popędzić dziewczynę w robieniu poprawek w makijażu. - Wszyscy już na nas czekają!
Brunetka podniosła głowę z nad kosmetyczki i włożyła ją do torebki.
- Nareszcie. - mruknęłam, chodź tak naprawdę nie byłam zła. Lubiłam patrzeć jak się maluje.
- Sam, możemy pogadać? - powiedziała kiedy byłam już w połowie przechodzenia przez próg.
- Em, jasne? - weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. - O co chodzi?
- Powiedziałeś mi dziś, że jestem twoją ukochaną przyjaciółką. Ale wiesz, przyjaciółki zazwyczaj się wykorzystuje. A my nigdy nie robiliśmy nic więcej niż to kiedy robiłeś mi palcówkę czy minetkę. Nawet nie pozwalałeś mi się nigdy odwdzięczyć.
- Kylie... - przerwałem jej, ale ona uporczywie kontynuowała.
- Jesteśmy w tym dziwnym czymś czego uparcie nie chcesz nazwać związkiem już blisko rok! I obserwowałam cię dziś. Widziałam jak się patrzysz na tego nowego. I jeszcze go broniłeś pomimo, że cię pobił!
- Wczoraj to ja pobiłem jego. - próbowałam się bronić, ale i tak wiedziałam, do czego zmierza Kylie, i wiedziałam, że nie dam rady się obronić.
- Nie o to chodzi! Sam, czy ty... czy ty jesteś gejem? - wiedziałam, że to pytanie kiedyś padnie. Dlatego tak bardzo nie chciałam nazywać tego związkiem.
Objęłam ją i wcisnęłam nos w jej włosy, obok ucha.
- Przepraszam, kochana. Przepraszam. Naprawdę cię kocham. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, mówię szczerze. Ale to nie jest tak, że jestem gejem, nie mogę tego ci do końca wytłumaczyć, ale...
- Nie chodzi o to, że lubisz facetów, tylko lubisz jego? - przerwała mi. Nie to zamierzałam powiedzieć, ale pomysł był dobry. Poza tym wiedziałam, że mogę jej zaufać.
- Em, tak. - postarałam się zarumienić i wcale nie musiałam się z tym trudzić. Wystarczył jeden dzień by ta dwójka idiotów wywróciła moje życie do góry nogami. Wszystkie wspomnienia, uczucia, emocje, wszystko to wraca tak szybko. Już po jednym dniu przyznałam, że go lubię. Kurwa, idiotka.
- Awww, jakie to słodkie. - zagruchała.
- Możemy się dalej przyjaźnić i zostawić to między nami? - spytałam, mimo że i tak znałam odpowiedzieć.
- Oczywiście Sam. - pocałowała mnie w policzek. - Zajmie mi trochę czasu by zacząć kochać cię jako przyjaciela, nie faceta, ale cieszę się, że w końcu znam prawdę.
- Okej, chodźmy, wszyscy są już pewnie wkurzeni, że jeszcze nas nie ma. - urwałam temat, bo czułam się bardzo skrępowana po tym wyznaniu.
Wyszliśmy przed szkołę, gdzie czekali na nas James, Bruce, Kyle, i kilka przyjaciółek Kylie, z którymi dziś będą bawić się chłopcy.
- No nareszcie! Co tak długo? - irytował się Bruce. Zbyliśmy to milczeniem i ruszyliśmy do McDonald's.
Gdy tylko ruszyliśmy podszedł do mnie James i odciągnął mnie trochę w tył, pozwalając reszcie ekipy nas wyminąć, zapewniając nam tym samym prywatność.
- Możemy pogadać, Sam? - serio? znowu ktoś "musi ze mną pogadać"? - Mam pewien pomysł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz